platforma blogowa portalu dziennik wschodni

Archiwum: luty 2009

Akty Malwiny de Brade

akty

Fotografie Malwiny de Brade mnie zachwycają. Są bardzo blisko obrazów. Gotowe do oprawienia w szlachetne passe-partout. Zamknięte piękną ramą są dla podziwu i zachwycenia. Ten chciałbym mieć w swojej kolekcji. A swoją drogą coś jest dobrego w fakcie, że w powodzi golizny, sensacji, chłamu są jeszcze ludzie, co potrafią ze smakiem fotografować. Smak dał nam Pan Bóg za darmo – mawiał Franciszek Starowieyski. Sęk w tym, żeby go w sobie nie zagubić, a potęgować.

Byłem wczoraj na spektaklu “Uwaga – Złe psy”. Mówi o złości w ludziach. Złe psy są w mediach, które dopadają ludzi, obnażają, ośmieszają. Pełno złych psów wśród Internautów. Zasłonięci za gardą anonimowości, gryzą jak złe psy. Zmawiają się na szarże. Tylko, że jest to szarża foksterierów.

Kto ma aparat Ami?

amiego

Kto z was ma w domu aparat Ami? Poszukuję. Kupię egzemplarz w nienagannym stanie z bogatą historią. Co o Ami pisze Wikipedia?

Ami – bardzo prosty polski aparat fotograficzny produkowany przez Warszawskie Zakłady Fotooptyczne, następca aparatu Druh. Design aparatu Ami zrywa z opływowymi kształtami art deco, które charakteryzowały jego poprzednika. Tym razem do wykonania obudowy zastosowano nie bakelit, a “styropol” – czyli polistyren wysokoudarowy, co zmniejszyło wagę. Model “66″ wprowadzony po wycofaniu z produkcji modelu 2 był zmodernizowanym “Ami”. W porównaniu ze starszym modelem zmieniono nieco wykończenie i uproszczono jeszcze bardziej migawkę. Model 66 posiada atrapę światłomierza selenowego wokół oprawy obiektywu w stylu op art. Aparat Ami przeżywa obecnie drugą młodość w dobie ponownego zainteresowania historią PRL oraz fotografią tradycyjną. Obok aparatów Druh i Start jest symbolem praktycznie nieistniejącego już polskiego przemysłu fotograficznego…

Czekam na skany fotografii wykonanym Ami.

Tajemnicza modelka Maćka Kaczanowskiego

ona3

Maciek aktów nie robi. Raz mu się zdarzyło. Nasz fotoreporter pokazał piękną wystawę “Ona” w Kazimierzu nad Wisłą. W kultowej wówczas galerii “Bohema”. Parę dni przed wernisażem o fotografiach Maćka było głośno w Lublinie. Dlaczego? Miały się na nim pojawić kobiety, które nago fotografował. Ze swoimi mężami. Sęk w tym, że modelki mężów w sesje z Maćkiem nie wtajemniczały. Oto moja ulubiona fotografia. W zieleni. Co o niej sądzicie?

Jeśłi jesteś maniakiem fotografii, przyślij zdjęcie, które ostatnio zrobiłeś. Czekam na pejzaże z miasteczek, portrety rodzinne, makro. Chciałbym, żeby zobaczyli je inni. Nasi reporterzy, na czele z Dorotą Awiorko obejrzą fotografię zaprezentowaną na tym blogu, podpowiedzą co zmienić, poprawić. A może się zachwycą. Czekamy na zdjęcia Czytelników Dziennika Wschodniego. Tu jest wasza galeria.

Widzi Lublin, którego nie ma

 on5

 wi22

Lublin, 26 lutego 2009, firma Servodata, trójwymiarowa prezentacja nieistniejącej Wielkiej Synagogi w Lublinie. Z pomocą 3 programów komputerowych, 2 rzutników i trójwymiarowych okularów byłem w synagodze, której nie ma. Największą świątynię Żydowskiego Lublina wysadzili Niemcy w 1944 roku, kikuty straszyły jeszcze parę lat po wojnie. Pod trasą szybkiego ruchu, przebiegającą koło zamku jest podłoga synagogi. Krzysztof Mucha, autor prezentacji chce wirtualnie wskrzesić całe Żydowskie Miasto, którego nie ma.

One

 

one1

Siedzę, patrzę na dwie sylwetki, patrzę na kolorystykę, chłonę klimat, zagadkowość fotografii autorki podpisującej się na plfoto “laguncula”. Kilka lat temu w zniszczonym Starym Teatrze w Lublinie znalazłem stare fotografie. Pokonał je czas, wilgoć, głupota ludzi. Mimo zniszczenia zachowały kolor, który jest też na tej fotografii…

Malwina de Brade: Akt

malwina2

Poznaliśmy się z Malwiną przez plfoto. Intrygowała mnie jej fotografia. Mroczna, zmysłowa, niedopowiedziana. Często wracam do jej galerii. Wędruję, pod powiekami zastanawiam się jak wygląda Autorka.

Z poczty od Nace: komp nie dla starszych ludzi, takich jak ja, zbliżam się do takiej cienkiej linii, którą jak się przekroczy, cofnąć do tyłu niestety nie można. Wysłałam komentarz przez online@dziennikwschodni.pl, nie widziałam innego sposobu, pozdrawiam, Nace. Nie ma sprawy, oto Twój komentarz do fotografii: i nie miłować ciężko, i miłować nędzna pociecha…

Czytam blog Katarzyny Widmańskiej

wida1

Bo uwielbiam jej fotografie. Takie, jak ta. Na plfoto  pisze, że gryzie i nie wdaje się w dyskusję z kretynami -  ma za to komentarze pełne uwielbienia. Zajrzyjcie na jej blog: http://blog.widmanska.com/

Marcin Sobczak z Lublina: Pejzaż zamkowy

marcin-sobczak-lublin

Marcin przysłał kolorową fotografię Lublina. Po konwersji na czerń i biel zdjęcie zyskało na szlachetności. Autorowi udało się złapać światło, które z pejzażu czyni grafikę. Myślę, że taką drogą szedł Edward Hartwig. Teraz Marcin idzie drogą Mistrza…

Tadeusz Rolke: Chasydzi

cha

W piątek, 27 lutego 2009 w Lublinie otwarcie wystawy fotografii Tadeusza Rolke: “Tu byliśmy – Chasydzi”. Mistrz pisze o wystawie tak:

Od bardzo dawna interesowałem się historią Żydów. Będąc fotografem odczuwałem, że muszę się w tej sprawie wypowiedzieć. W 1990 roku wracając ze Lwowa musiałem spędzić kilka godzin w Przemyślu. Poszedłem do księgarni i kupiłem “Opowieści chasydów” Martina Bubera. Ta pouczająca książka spowodowała, że trzy lata później znalazłem się w miasteczku Bełz, gdzie wykonałem pierwsze fotografie. Niedługo potem mój przyjaciel Jerzy Budziszewski (Joshua Ben Or) artysta zamieszkały w Nowym Jorku utwierdził mnie o konieczności fotografowania miejsc związanych z historią chasydów. Szukam więc tych miejsc, wybieram kadry z tej rzeczywistości, omijam atrybuty współczesne takie jak anteny telewizyjne, krzyczące reklamy, wszędzie parkujące samochody. Tych fotografii będzie więcej…

Tadeusz Rolke, Tu byliśmy – Chasydzi. Galeria Gazety Wyborczej w Lublinie.

Zakrzówek

zak

Zakrzówek, malutkie miasteczko przed Kraśnikiem. Przed wojną był tu sklepik z mydlem i powidłem. Dziś też. W środku stoi żelazny piecyk, na piecyku czajnik z wodą na herbatę. Można wejść, ogrzać ręce i powspominać. Można zaglądać w okno z niedowierzaniem.

Z poczty od Nace: Właśnie, co kryje się za tymi drzwiami? Żelazny piecyk, czajnik z wodą, bo rzeczy się zmieniają, zmieniamy się i my, ale jak wielką ma wartość to co nie zmienione?